_Blog gumiak
zróbmy coś nowego, błagam... 2010-08-29

Nie traktujmy tego, co jest tak, jakby "to już było".

Nie próbujmy zamykać na siłę oczu na własną obcość, inność, nowość i dziwność.

Nie szukajmy w sobie nawzajem rzeczy znajomych, lecz- obcych.

Nie próbujmy wpasować siebie nawzajem w nasze stare, wyleniałe, ale wygodne, bo- gotowe scenariusze.


Zaraźmy się energią.

Stańmy się dla siebie nawzajem inspiracją.


Zamiast myśleć o tym, że nic nie jest już nowe, świeże, pierwsze, zamiast powielać w nieskończoność schemat, stwórzmy nowy.

Stwórzmy dziś na nie-obraz i nie- podobieństwo wczoraj.

Stwórzmy nowe wspomnienie, zamiast aneksu do tysiąca wspomnień podobnych.

Nasze życie dzieje się teraz. Wypełnijmy je czymś, czego jeszcze nie było.




Nawet jeśli to się skończy za tydzień, miesiąc czy rok.


lato 2010-08-16

Lato to dla mnie wielki powrót do dzieciństwa. Do prostych radości, prostych reakcji, mało skomplikowanych myśli.
Taplanie się w wodzie, sikanie za drzewem, wpieprzanie lodów, tarzanie się w piachu, spanie pod gołym niebem, walka z trzeźwością oraz z czystością.
Wielki rzyg na całe intelektualne i estetyczne wyrafinowanie.

Bardzo mi tego czasem trzeba.

I bardzo dużo tego ostatnio dostałam.


zmiany, zmiany 2010-08-05

Piękna się wyprowadza. WYjeżdża. Znika. Śmieję się dziś, że to był najdłuższy związek w moim życiu.
Ale już koniec spotykania się na śniadanie. Czy Obiad. Czy nocną imprezę. Na ploty i pogaduchy. Koniec wpadania do siebie
nawzajem o każdej porze dnia i nocy z płaczem, śmiechem, nowym kawałem, czymkolwiek. Koniec.

Ja wiem, że pociągi, że samoloty, że telefony, że net, że inne takie.

Ale wiem też, że to zawsze się zmienia, w końcu.
Że widzenie się raz na dwa miesiące to coś dramatcznie innego niż raz na dwa dni i nie ma sensu sobie wmawiać, że
nic się nie zmieni.

Bo się bardzo, bardzo zmieni.
Jak wszystko.

Zmiany są dobre. Są dobre, nawet gdy bolą. WYrywają nas z kolein umysłowych. Z życiowego zastoju, zabierają nam gotowce,
każą w końcu coś żywego, coś rzeczywistego poczuć. Nawet jeśli to jest ból.
Zmiany są dobre.

Kołaczą mi się po głowie różne myśli i walczą- jedne z drugimi. System szybkiego wykrywania doła działa bez zarzutu.
Nie należę do osób słabych. Doskonale umiem się cieszyć "na przekór", "mimo wszystko".
I będę.


Ale jeszcze nie dziś.


It's my party and I'll cry it I want to, cry if I want to, cry if I want to... 2010-07-12

To kompletnie miało być nie tak.

Ja miałam zorganizować imprezę i on miał na nią przyjść.

Tak po prostu.

Po tym, co przeżyliśmy przegadaliśmy i przegapiliśmy się razem w gwiazdy to miało być proste i oczywiste.
Bo wydawało się takie jasne, czyste i rzeczywiste.


Miał przyjechać.
Rzeczywiście miał. Do ostatniej chwili niemal, a on...

wybrał w końcu inną imprezę...

Zupełnie jakby przez tyle dni nie szukał wciąż i wciąż mojego towarzystwa, nie zakradał się do mnie od tyłu, by pogłaskać mnie czule po ramieniu
i powiedzieć, żebym przypadkiem nie była smutna, gdy akurat się zamyślałam, jakby nie szukał porozumiewawczo mojego wzroku w niezliczonej ilości sytuacji.
Jakbyśmy w każdej chwili, w której mogliśmy być razem, nie zapominali o wszystkich wokół, nie znikali pół kroku za całą resztą, bo nawet milczało nam się we dwoje znacznie przyjemniej, niż gadało z resztą.

Zupełnie, zupełnie jakbyśmy- nie.

Nawet nie odpowiedział na zaproszenie. Kontaktował się w tej kwestii ze wszystkimi, poza mną.

Ani pół słowa.

Nic.

Nie odezwał się. Nie przyjechał.
Nie. Nie. Nie. Nie. Nie.

Odebrał mi wszystkie punkt zaczepienia. No to spadam.




Było mi okrutnie smutno przez cały następny dzień. Czułam się nabita w butelkę, w jakimś sensie- oszukana.
Przecież on mi nigdy nawet nie powiedział, że kogoś ma...!


W końcu wymknęłam się do lasu, spokojnie sobie pomyśleć i spokojnie sobie poryczeć.


Generalne wnioski z tegoż brzmią:

1. Chłop ma dziewczynę, przypuszczalnie już od lat. Dziewczynę nieco herod-babowatą. Za której plecami on lubi się poczuć maczem.
A z kim ma se flirtować w ramach tegoż, jak nie z własnej baby przeciwieństwem, czyli z takim łagodnym, przyjaznym, mocno dziewczęcym gumiorem?
2. Nie wierzę, że mu się nie spodobałam. To było aż zbyt oczywiste. I byłby ślepym, krecim debilem, gdyby nie zauważył, że on mi też.
Jenocześnie jednak nie skorzystał z żadnej z podrzucanych mu przeze mnie okazji, by sprawdzić jak bardzo. Najwyraźniej nie chciał tego wiedzieć.
3. Wrócił spokojnie do swojego babochłopa i udaje, że nigdy nic.
4. Poczułam się wykorzystana. Użyta i odstawiona na półkę.
5. Nie zamierzam go wyszarpywać innej kobiecie. I w ogóle już nic robić w tego kierunku, skoro on nic nie chce zrobi w moim.
Skoro tak jawnie lekceważy takie piękne okazje.
6. Niech sobie nadal bezczelnie podrywa łagodne niewiasty, zapominając im wspomnieć, że ma już swojego babochłopa.
Mnie już ta zabawa więcej nie interesuje.


Pomyślałam, poryczałam i wybiłam ze łba :)

I do przodu :)

Jutro opiszę, co się wydarzyło w związku z tym, że tak uczyniłam.
Bo mimo to, był to w rezultacie naprawdę cudwny, cudowny, ciepły weekend, z tórego wracam szczęśliwa i zachwycona :)


ludzie ludzie 2010-07-08

Lubię ludzi.
Od pewnego czasu nie złoszczą mnie. Nie mam do kogoś żalu, gdy wywinie mi jakiś numer. Jak Chudy, swoim paskudnym mejlem.

Staram się rozumieć.

Nie jestem w końcu centrum wszechświata, więc nie jestem wszystkiemu winna. Gdy ktoś robi coś niemiłego przeciwko mnie,
to w pewnym sensie nie chodzi o mnie, osobiście. Bo dla innych ja, osobiście jestem tylko epizodem, punktem, kropką.
I zasami kroplą, która przeleje czarę.Chudy mnie obrażał, bo go ugdziłam prosto w ego. Pani w sklepie na mnie warknęła, bo byłam pewnie dziesiątą osobą pytającą o to samo. Znajoma mnie nie lubi, bo wie, że gram pewną życiową rolę, dzięki której
w pewnych sytuacjach mam łatwiej niż ona, która gra rolę zupełnie przeciwną.
Wiem, że tak naprawdę nie lubimy się, bo uwierają nas te role, które gramy. Tak naprawdę, pewnie jesteśmy do siebie podobne. Tylko gramy- przeciwieństwa.
Ja- wyrzekając się agresji. Ona- czyniąc z niej swój sztandar.


Inni ludzie, ich historie, ich wewnętrzne światy są dla mnie cudowne, piękne i fascynujące.
Często pełne smutku i bólu, zmagań, walki i rezygnacji, lęku i nadziei. Czasami desperackiej odwagi, czasami troskliwie
pielęgnowanych kłamstw.

Zbieram ich jak egzotczne kwiaty. Przyglądam się i podziwiam ich. Współczuję i staram się rozumieć.
Często zdaża mi się o nich myśleć. Co ich czeka. Dokąd zmierzają.
Czasami ze smutkiem widzę, że nic nie mogę dla nich zrobić, choć częst bym chciała.

Są piękni. Są skomplikowani. Są niejednoznaczni. Wciągający jak książki, kolorowi, różnorodni.

Cholera ;)

Uwielbiam ludzi :)


źli ludzie i Chudy 2010-07-07

Pisze do mnie Chudy, na mejla. Zastanawiałam się czemu na mejla akurat, aż w końcu wymyśliłam, że skasował mój numer.
Spryciarz.
Po tym, jak napisał mi wiadomość pełną wyrzutów, oskarżeń, złożeczeń i obelg, zawsze otwieram jego wiadomości z lękiem.
Tym razem jednak chciał tylko nawiązać kontakt. Chyba stwierdził, że lato spędzane samotnie, odrobinę różni się od tego spędzanego ze mną.



Często wracam myślami do Chudego, bo jest zupełnie inny, niż wszyscy, których znam.

Chudy jest zaskakująco przystojny, w zasadzie- piękny. Gdyby był odrobinę wyższy i nieco mniej chudy, to byłby, wizualnie, stuproentowo doskonały.
Cholernie inteligetny, oczytany, "oboglądany" ambitnych filmów, "obsłuchany" dobrej muzyki i błyskotliwy.
Uczciwy, szczery, rzetelny i generalnie kawał porządnego chłopa. Ciężko się przyczepić.

Ma jednk przedziwny defekt, którym zraził do siebie niemal wszystkich znajomych w swoim życiu.
W szczególności z dawnymi koleżankami strasznie drze teraz koty.

A to dlatego, że Chudy kompletnie nie umie nawiązywać kontaktów społecznych.

A jak to się objawiało?

Po pierwsze- ciężko było z nim gadać.
Generalnie- zwykle milczał. Gdy mówił, to "przemawiał". Ciężko było prowadzić z nim dialog. Gdy już taki powstał, zamieniał
się zwykle w spór, który on musiał wygrać. Inaczej nie umiał.
Jego słuchanie innych ludzi nigdy nie było aktywne. Ograniczało się do milczenia w trakcie, gdy inni mówią i zmiany tematu,
gdy już zamilkną.

Prawie nigdy się nie uśmiechał. Śmiał się tylko złośliwie- z kogoś. W jego śmiechu i uśmiechu było coś nieprzyjemnego.
W jego stosunku do siebie brakowało jakiegoś dystansu.

Nie umiał się też witać, ani żegnać. W obawie przed ewentualnym kontaktem fizycznym, wszystkich trzymał na dystans,
a kontakt z kimś zakańczał często nawet bez "cześć"- po prostu odwracał się na pięcie.

Zwykle mówił prawdę i zdarzało mu się podać ją komuś w mało dyplomatycznej formie. (Gdy mu zależało, był doskonale dyplomatyczny.
Z tym, że zależało mu rzadko. A gdy nawet zależało, to zawsze mogło przestać).


Brzydził się plotkami, nudziło go gadanie o innych. Nie umiał gadać o niczym. Wolał konkrety, co często wywoływało
oskarżenia o "interesowność". "Gdy Chudy się odzywa, to tylko jak cos chce, tylko po coś..."


Jego ciągłe trzymanie się na uboczu życia społecznego, kamienny wyraz twarzy i często- oschłe komentarze sprawiały, że gdy
w grupie pojawił się konflikt, w który on był zaangażowany, to pozbawiony był tej grupowej "warstwy ochronnej",
która bierze się z lubienia, z kontaktów, ze wspólnego śmiechu, wszystkiego, co tworzy jakieś poczucie bliskości.

Dlatego zawsze w razie konfliktu- wylatywał z grupy pierwszy.

Jego życie jest więc tułaczką z grupy do grupy, której towarzyszy coraz większe poczucie skrzywdzenia.
Nauczony doświadczeniem do nikogo przesadnie się nie przywiązuje.

Żyje w swoim świecie, w którym siebie stawia zawsze ponad innymi ludzmi i ich pospolitymi wadami.
Skonstruował na własny użytek naprawdę misterne konstrukcje z samooszukiwania, udając, że kompletnie nie potrzebuje jakiejkolwiek bliskości. Mimo że jest człowiekiem cudownie wrażliwym, który naprawdę ogromnie dużo potrafi z siebie dać.

Tylko jakoś dziwnie zawsze trafia to w próżnię.


Smutno mi, gdy o nim myślę.

W mojej wyobraźni zawszę widzę go jako małego człowieczka, skulonego z zimna, stojącego samotnie z pośród lodowej pustyni.


"jacy ci ludzie okropni" 2010-07-06

W kółko ostatnio spotykam marudy, powtarzające jak mantrę, że ludzie są źli i paskudni.
Tak często to słyszę, że w końcu zaczęłam się zastanawiać czy aby nie jestem kiepskim psycholgiem i nie przeoczyłam
jakiejś oczwistej prawidłowości, którą doskonale widzą nawet dyletanci.

Otóż- nie przeoczyłam.



Co więcej, to oni przeoczyli coś istotnego. Mianowicie własny wkład w to, jakimi jawią im się inni ludzie.


Pan profesor P. w odstępie kilku minut oceniał prace dwóch różnych studentów.
Student 1 przyniósł świetną pracę i dostał 4.
Student 2 nie przyniósł żadej pracy i dostał 5 za samą obietnicę przyniesienia jej w przyszłym miesiącu.

Być może profesor P jest niesprawiedliwy.



Ale czy jest łagodny, czy surowy?

No właśnie- to zależy.



Całe życie sądziłam, że mój ojciec jest chłodnym, surowym człowiekiem, nie znoszącym dzieci. Więc jako dziecko trzymałam się
od niego z dala. Później z resztą też.
A potem do naszego dom wtargnęła malutka kuzynka, która nie wiedziała, że ojciec jest zimny, surowy i nie lubi dzieci.
Łaziła za nim, zaczepiała go i otoczyła takim uwielbieniem, że w końcu się jej odwzajemnił.

Do dziś jestem w szoku, gdy myślę, że gdybym się uśmiechała na jego widok, zamiast ryczeć, to nie mielibyśmy oboje takich złych wspomnień.


To, jacy są dla nas inni ludzie, zależy od tego co potrafimy w nich wyzwolić.
Jeśli wszyscy, których poznajemy traktują nas jak powietrze, z góry, albo usiłują nas wykorzystać, to mam złą wiadomość.
Pewnie sami się o to prosimy.



Potrzebowałam wiele lat, by zrozumieć, czemu faceci traktowali mnie zawsze jak odzobnik, wizytówkę, trofeum.
Bo ułatwiałam im to.

Obsesyjnie dbałam o wygląd i starałam się zawsze zachowywać tak, by na wszystkich robić dobre wrażenie.


Teraz w moim zachowaniu jest więcej niezależności. Mówię głośno, decduję szybciej, spieram się, mam swoje zdanie i często
zachowuję się nieszablonowo, wręcz dziwacznie. I co? Dla gości chcących sobie czegoś "dodać" stałam się kompletnie nieprzydatna.


Myślę, że największym błędem jest myślenie- soro jestem taki, że tak a tak działam na ludzi, to jestem na to skazany.


Nie rozumiem ludzi, którzy tak myślą.

Potrafimy nauczć się obsługi skomplikowaych urządzeń, spędzić całe lata odkrywając tajniki jakichś zawiłych dziedzin,
eksperymentować, próbować, podejmować wyzwania.

Dokładnie to samo możemy, a węcz powinniśmy robić w kwestii naszych relacji i kontaktów z innymi ludźmi.

W końcu to w ogromnym stopniu decyduje o jakości naszego życia.


facet :] 2010-07-06

Uwielbiam kobiety. Przyjaźnię się z kilkoma i wiem, że nie ma nic piękniejszego i bardziej wzbogacającego niż babska przyjaźń.

Ale cholernie dużo dobrego spotyka mie też nieustannie od facetów, na których zwykłam narzekać.

I teraz za to napiszę, co w nich lubię.

Kocham w mężczyznach ich gotowość do pomocy. To że rzadko patrzą obojętnie, gdy widzą, że dźwigam coś większego ode mnie.
Że często czuwają nad moim bezpieczeństwem, nawet gd nie jestem tego świadoma.

Naprawią kompa, napompują rower i zapytają czemu jestem smutna, a gdy się na kogoś poskarżę, to chcą mu dać w pysk.

Kocham to, że bagatelizują wydumane problemy i szukają rozwiązań dla prawdziwych.
Uwielbiam odpowiedzialność. Uczciwość. Szczerość. Zasady.

Ale najbardziej to, że umieją mnie rozśmieszyć.
Albo pijaną odprowadzić do domu nocą i grzecznie pożegnać się przy bramce.



ahhh.... :*


romantyzm po męsku... 2010-06-25

Napisałam kiedyś całą notkę o komicznie- cynicznym panu romatycznym, który rycersko zabiegał o mnie
i w tym samym czasie na boku wulgarnie dymał moją koleżankę (i w końcu, przez przypadek przedymał ją na moich oczach;)

Otóż ponowił swe romantyczne zrywy. Był w tym nawet dość uroczy, ale niesmak pozostał. Więc w końcu targana sprzecznymi
uczuciami (współczucia i odrazy;) powiedziałam dyplomatycznie i uprzejmie, ale wprost i otwarcie co czuję.
Ponieważ nie była to nawet kwestia urażonej dumy, czy zazdrości, tylko tego jak bardzo ta scena była publiczna i niesmaczna,
zrozumiał, przeprosił i odjechał w siną dal, zapewniając o swej gotowości udzielania mi pomocy w razie potrzeby.

Poczułam się jak ta dupa z Potopu, co Kmicica nie chciała, gdy całą wieś zgwałcił i podpalił ;)  


A to było tylko kwestią hm...

smaków i niesmaków.

Nie jara mnie pubiczny seks. W każdym razie, gdy jestem widzem ;)


tęsknię, ku...wa 2010-06-24

W jakiś zawiły sposób,
to że ja nie mogę być z nim
dokładnie tak bardzo
jak on nie może być ze mną
czyni to co jest między nami
doskonałym
żadne z nas nie może dać więcej
niż drugie potrafi przyjąć


e-blogi.pl zymzym.info
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]